Patków 14.04.1983 r.

Wspomnienia Janiny Maderskiej

Zrzut ekranu 2016-04-04 o 19.34.46

Janina Maderska

W zawodzie nauczycielskim pracowałam od 1923 r. do 1960 r. i do 1970 r. na pół etatu. W 1923 r. ukończyłam Gimnazjum Humanistyczne w Zdołbunowie (na Wołyniu). Otrzymałam nominacje nauczycielską z Inspektoratu Szkolnego w Janowie Podlaskim i wybrałam się do pracy na Podlasie. Zatrudniona zostałam w Pratulinie n/Bugiem. Z Pratulina zostałam przeniesiona do Szpak. Organizowaliśmy tam przedstawienia. Nauczyciele zbierali się w Górkach. 7 km chodziliśmy na próby. Potem przyszłam do Patkowa. Dzieci uczyły się w izbie wynajętej w prywatnym domu (dziś sklep). Uczyło się tu 40 -70 dzieci z Patkowa, Prus i Myszkowic, w czterech klasach I z II, III z IV. Do piątego oddziału dzieci szły do Łysowa, do Czuchowa albo do Niemojek. Warunki byly trudne. Zimą paliło się drzewem w żelaznym piecyku. Dzieci siadały dookoła tego piecyka i tak się uczyło. Dużo było dzieci służby folwarcznej. Często nie przychodziły, bo nie miały w co się ubrać. Mieszkały też w bardzo trudnych warunkach.

Wojna. Przerwa w nauce trwała ok. 3 miesięcy. Potem nauka w szkole odbywała się normalnie. Dzieci miały książki polskie i uczyły się po polsku. Często jeździłam do Siedlec do inspektoratu. Bardzo dobrego mieliśmy inspektora – inspektor Górski. Raz jestem na stacji i widzę gromadę żandarmów. Przyjechali pociągiem z Łukowa. Wskoczyli do wagonu innego pociągu. Rabowali paczki żywnościowe. Rabowali wszystko co kto mial. Zrabowane rzeczy wystawiali na peron i przechodzili do następnego wagonu. Wtedy wyskakiwali Polacy, zabierali z peronu zrabowane paczki i wsiadali do pociągu. Wkrótce pociąg ruszył. Niemcy zdążyli zabrać rzeczy tylko ludziom z ostatniego wagonu. To było komiczne i straszne. W Siedlcach wypożyczałam sobie książki do czytania. A jak byłam w Siedlcach to i inne rzeczy pozałatwiałam. Wtedy poszłam na bazar (dziś hale). Zrobiłam zakupy i poszłam do biblioteki. Wypożyczyłam książki. Wychodzę, a tu ruch koło kościoła garnizonowego. Niemcy latają, przechodzą obok biblioteki. Cofnęłam się. Potem dowiedziałam się, że Niemcy zabili na bazarze kilka osób. Ludzie mówili, że pięć. Mnie było sądzone żyć jeszcze. Oj, to były czasy, to były czasy. Pamiętam też jeńców radzieckich z obozu w Suchożebrach. Ludzie mówili, że jeńcy ci z głodu rozbili obóz i uciekli. Szukali schronienia w okolicznych wsiach. Wielu z nich znalazło się w Patkowie i okolicy. pewnego wieczora siedzimy, rozmawiamy. Okna były zaciemnione, słyszymy pukanie do okna. Otworzyliśmy drzwi. Weszło trzech zbiegłych jeńców radzieckich. Prosili jeść. Nakarmiliśmy ich. Zjedli i poszli. Następnego dnia dowiedzieliśmy się, że tego wieczora Niemcy przejeżdżali obok naszego domu. Jechali do Zaborza po zbiegów. Znaleźli tam dwóch i zabili. Chcieli też zabić młynarza i jego żonę, starszych ludzi, w których szopie znaleźli jeńców. Ubłagali jakoś szczęśliwie. Niemcy zostawili ich przy życiu.

Po wojnie zaczęły się starania o budowę szkoły w Patkowie. Opodatkowała się cała wieś. Powstał Komitet Budowy Szkoły. Chodziliśmy od domu do domu i zbieraliśmy składki na zakup placu i budowę szkoły. Organizowaliśmy zabawy, z których dochód przeznaczaliśmy również na szkołę. Pomogła gmina. Dużo zrobiła wieś w czynie społecznym. Dziś często wracam myślą do tamtych lat.

 

Janina Maderska

Reklamy